7.9.09

Leczo

Czy przełom sierpnia i września może obyć się bez leczo? Niezbyt prawdopodobne. Papryka jest tania jak barszcz, pomidory pachną oszałamiająco, a Polacy nareszcie zrozumieli że preferowany rozmiar cukinii to 25 nie 45 cm. Jeszcze cebula wielkości głowy noworodka, ćwiartka upieczonego kurczaka (nieco nadgryziona poprzedniego dnia przez łapczywą, acz niegłodną dziewczynkę lat 4) i kawał kiełbasy - w typie zwyczajnej, ale nazwy nie pomnę.
Cebulę podsmażyłam na oliwie z oliwek, dodałam pokrojoną kiełbasę i chwilę pozwoliłam się temu przypiekać. Do ogromnego garnka wrzuciłam pokrojoną w paseczki paprykę (5 dużych sztuk) i w kosteczkę cukinię. A, no i obrane mięsko z kurczaka. Podlałam odrobiną wody i dodałam jakiś kilogram pomidorów bez skórki, pokrojonych niechlujnie. Dusiłam aż papryka zrobiła się mięciutka i delikatna, posoliłam, dodałam kolorowego pieprzu, słodkiej i ostrej papryki.
Jedliśmy leczo z białymi bułeczkami, tak najlepiej smakuje, zwłaszcza gdy pozwala się bułeczce rozmiękać w sosie.
Ale nasze dzieciątko odmówiło smakowania tego specjału i zażądało spaghetti. I dostało - a ja kocham mój blender ;)

2 komentarze:

my sElf pisze...

Dzieciątku się nie dziwię, bo zmuszona przez Babcię w podobnym wieku do zjedzenia specjału zafundowałam ścianie lifting w postaci pięknego pawia. Od tego czasu nie znoszę ani leczo, ani cukinii, bakłażanów i... melonów (podobnie mi to smakuje). Nie warto dzieci zmuszać, bo uraz często zostaje na całe życie.

Truscaveczka pisze...

Dzieciątko wszamało ino świst - ale zmiksowane ;) Jako sosik do makaronu naturalnie :)