29.8.09

Omlet biszkoptowy

Taki omlet robił dla mnie niezapomniany, jedyny w swoim rodzaju, doskonale gotujący mój Dziadzio.
Dziadzio uwielbiał kuchnię - jego gołąbki, ruskie pierogi czy śledzie na słodko nie miały sobie równych.
Do dzisiaj pamiętam rozcieranie ciasta na omlet łyżką w żółtej, emaliowanej misce i ubijanie piany zwykłą trzepaczką, choć mikser był na półce.
Wsypywaliśmy dwie maksymalnie kopiaste łyżki mąki do miski i dolewaliśmy mleka. A potem rozcieraliśmy grudki aż mdlała ręka. Gdy Dziadzio uznawał ciasto za gładkie, można było dodać jajko - żółtko wędrowało do ciasta, nadając mu złocisty kolor dobrze ubitego kogla-mogla, a biało trzeba było trzepać na sztywną pianę. Do ciasta dodawaliśmy troszkę cukru i soli, a gdy się rozpuściły - pianę wmieszaną delikatnie, by nie obsiadła. Potem przychodziło smażenie grubego placka na maśle - i sprytne obracanie go na patelni by ładnie zrumienił się z obu stron.
Ja jako mała dziewczynka jadałam omlet z dżemem i tak najbardziej mi smakował. A moja mała dziewczynka, która Pradziadka poznać nie miała szansy woli go z cukrem-pudrem. Jak widać.

2 komentarze:

Akna74 pisze...

Brzmi przepysznie;-)
czyli 2łyzki maki, mleko(ile na oko) i jajo? i jak obracał? bo mam nadzieje ze moje młode bedzie równie apetycznie zajadało sie takim omletem! Pozdrawiam!

Truscaveczka pisze...

Tak naprawdę najtrudniejsze jest nieprzełamanie placka, więc przydaje się dość szeroka łopatka. Trzeba smażyć na wolnym ogniu tak, żeby spód się nie przypalił a wierch ściął delikatnie, to ułatwia przewracanie.
Ciasto ma mieć konsystencję gęstszą od naleśnikowego, przez zawartość piany w ogóle jest dość mało lejące. I naprawdę nie wiem, ile dodać mleka - ile mąka zabierze :) zawsze można na koniec wyrównać konsystencję dodając ciut mąki lub mleka :)