18.9.09

Fasolka po brytfańsku

Ja wiem, wiem, że po bretońsku. Ale który Bretończyk zna tę potrawę?


Fasola pochodzi z ekologicznego gospodarstwa, stamtąd też jest mój szpinaczek nieśmiertelny.
Ugotowałam fasolę w wodzie (nie odlewając po zagotowaniu - choć to podobno chroni przed efektami wietrznymi;)), dodałam podsmażoną cebulkę, dwie puszki pomidorów krojonych i kawałek kiełbaski pokrojonej na małe kawałki i lekko przyprażonej na patelni. Nie po drodze mi z koncepcją mojej teściowej, której fasolka to głównie mięso najróżniejszego autoramentu. Na szczęście jej syn nie jest mięsożercą i woli warzywa. Całość doprawiłam łyżeczką soli, papryką słodką i ostrą oraz mnóstwem majeranku. Poddusiłam, aż rozpadły się pomidory. I już. Wcielenie prostoty. I jedna z ulubionych potraw mego męża. Smacznego :)

Brak komentarzy: