27.9.10

Kartoflanka z ostatniej deski ratunku

Przegląd lodówki nie wypadł za dobrze. Marchewka, masło, cebula, odrobina mielonego mięsa... To nie był dobry materiał na obiad. To była bieda z nędzą - tak to jest, gdy ciężarówka nie daje rady sama iść na zakupy. Mały Żonek co prawda wypełnia skrzętnie polecenia, ale póki czegoś nie zlecę, to tego nie mam.

Pomyślałam.

Pogrzebałam w necie.

Obraziłam się na przepisy tam zamieszczone.

I zrobiłam tak:
5 ziemniaków i 3 marchewki obrałam i pokroiłam na plasterki - wrzuciłam na rozgrzany olej i lekko poddusiłam. Przełożyłam do garnka, zalałam wodą i postawiłam na małym ogniu. Średnią cebulę posiekałam i podsmażyłam na oleju. Część wrzuciłam do zupy, a część spożytkowałam do klopsików. Zrobiłam je z 250g mięsa mielonego, 1 jajka, 3 łyżek kaszy manny, soli, pieprzu i podsmażonej cebulki. Małe kuleczki uformowane z mięsa wrzuciłam do zupy a gdy się ugotowały, wyjęłam je i resztę zmiksowałam. Zupę doprawiłam solą, pieprzem, majerankiem i czosnkiem.
Pycha!

Brak komentarzy: