21.2.13

199. Kacaboły

Kiedy z Dalekiej Północy przeniosłam się na Dalekie Południe, pierwszą potrawą, jaka oczarowała mnie via kubki smakowe były te delikatne i proste kluski, nadziewane twarożkiem. Robiła je  - i dotąd robi najlepiej - moja ślubna babcia, prababcia moich dzieci. To jedno z ukochanych wspomnień kulinarnych z dziecińctwa mojego męża.
Bardzo lubię w nich nie tylko smak czy nietypową konsystencję, ale także ich prostotę i bezpieczeństwo alergologiczne ;)
Składniki:
500g zimnych, ugotowanych ziemniaków
1500g surowych ziemniaków.
Wykonanie:
Ziemniaki ugotowane dokładnie utłuc, a surowe zetrzeć na plackowej tarce i mocno odcisnąć. Wymieszać obie masy na jednolite ciasto.
Farsz:
300g tłustego twarogu
1-2 żółtka
Twaróg zetrzeć na drobnej tarce (ten niekonwencjonalny sposób dodaje masie serowej wspaniałej puszystości) i delikatnie wymieszać z żółtkami. Z masy lepić małe kluseczki, oblepiać na centymetr masą ziemniaczaną:
Kluski przed ugotowaniem miały wymiary zbliżone do przeciętnych ziemniaków. Gotowały się około 6-8 minut, ale pierwszą lepiej rozkroić i przebadać, czy do sera z surowym żółtkiem doszła temperatura. Podawać z masłem, podsmażoną cebulką lub skwarkami.
Planuję jeszcze wersję szpinakową :)






4 komentarze:

Olka pisze...

Nie słyszałam nigdy o kacabołach, zaskoczyłaś mnie :)

Agnieszka pisze...

Właśnie o takie podróże w przeszłość mi chodziło :) Dziękuje za udział w akcji http://kuchniadziecka.blogspot.com/

Estragon i inne ziółka pisze...

U mnie w domu też się robiło podobne kluski tylko mniejsze i bez sera w środku i tata nazywał je kacapołami. Do tej pory myślałam, że to taka nasza rodzinna nazwa, ale widzę, że nie do końca :)

Joanna Skoraczyńska pisze...

jeju, nigdy o takich kluskach nie słyszałam. ciekawam jak smakują:-D